Przejdź do głównej zawartości

Pogrobowcy zimnej wojny

 



Rosyjska operacja wojskowa na Ukrainie nadal wzbudza wśród Polaków morze emocji. Dzieląc nas na dwa obozy.

Redaktor Mariusz Matuszewski opublikował (27.02.2022) na łamach portalu Myśl Konserwatywna, tekst pod tytułem „Pogrobowcy zimnej wojny, konflikt na Ukrainie i sprawa polska”. Konkludując napisał: Pisząc o ocenie rosyjskiej agresji na Ukrainie nie wolno mi zapominać o tym, że powinna ona [ocena – dop. aut.] wynikać z wiary i katolickiego rozumienia spraw politycznych. Dla wielu może to bez znaczenia, dla mnie ten akurat aspekt pozostaje fundamentem. O co chodzi? Przywołajmy opinię świętego Augustyna, który pisał: „Cóż jest naganne w wojnie? Czy to, że z jej powodu giną ludzie, którzy i tak kiedyś umrą, by [ci, którzy ocaleją] żyli w pokoju? Wyrzucanie tego jest cechą ludzi tchórzliwych, a nie ludzi religijnych. Chęć wyrządzania krzywdy, mściwość i okrucieństwo, duch nieprzejednany i bezwzględność buntownika, nadto żądza panowania – oto, co zasługuje w wojnie potępienie”. Działania Rosji stawiają ją w roli tego, którego czyn według definicji, jaką podaje doctor gratiae, zasługuje na potępienie. Jest to agresja okrutna i mściwa, wynika z nieprzejednanej woli jednego człowieka, bez powodu naraża na śmierć tych, którzy nie są niczemu winni, wynika z pychy i rządzy panowania – nie zaś czynienia dobra. To niesienie zniszczenia i śmierci bez realnego powodu. Sam prezydent Putin deklarował wszak, że nie zamierza okupować Ukrainy, chce ją natomiast rozbroić (czytaj: zniszczyć i zrujnować). To zdecydowanie nie jest wojna sprawiedliwa, co dla konserwatysty wyznacza jedną tylko możliwą ocenę wydarzeń, których jesteśmy dziś świadkami.

Uważam, że autor wychodzi z błędnego założenia: takiego mianowicie, że wkroczenie Rosji na terytorium Ukrainy było aktem niesprowokowanej niczym agresji. Jak wiadomo, każdy medal ma dwie strony. Prezydent Putin od samego początku deklarował, że jego posunięcie było dyktowane udzieleniem pomocy Donbasowi. Jak zauważył kol. Matuszewski, zapewniał w swoim przemówieniu, że nie planuje zająć całej Ukrainy ani jej okupować. Jego zdaniem inwazja militarna to nie wojna, lecz wsparcie okazywane republikom, które właśnie uznał. „Rządy w Ługańsku i Doniecku zwróciły się do nas z prośbą o pomoc” – podkreślał. Dlatego W. Putin wprost odwołał się do konkretnych zapisów umowy o przyjaźni i wzajemnej pomocy, którą Rosja zawarła z separatystycznymi republikami 21 lutego. Cokolwiek robi, z jego perspektywy jest zatem legalne, co więcej, odbywa się na prośbę zaprzyjaźnionych regionów. Mariusz Matuszewski, rzecz jasna, nie ufa tym deklaracjom. Z góry zakłada, że Putin kłamie. To przecież KGB-owiec. Zastanawia także w jaki sposób kol. MM stawia znak równości pomiędzy rozbrojeniem a zniszczeniem i zrujnowaniem, wychodzi poza ramy zdrowego rozsądku. Każdy półinteligent zauważy że działania wojskowe Rosjan nie mają tego na celu. Nawet z doniesień głównego ścieku medialnego. Bądźmy sprawiedliwi. Przedstawiciele Moskwy i Kijówa właśnie (28.02.2022) zakończyli pierwsze posiedzenie negocjacyjne. Z relacji rosyjskiej wynika że: "Nie można oczekiwać szybkiego sukcesu w tych negocjacjach, ponieważ wymagania stron wzajemnie się wykluczają . I wydaje się, że do pewnego stopnia strategią Ukraińców będzie przeciąganie negocjacji , pokazanie, że Rosja jest niezdolna do negocjacji, nic więcej. Jednak wbrew ponurym oczekiwaniom pięć godzin komunikacji zakończyło się nie tak źle. Jak powiedział dziennikarzom Władimir Medinsky, „w tym czasie szczegółowo omówiliśmy wszystkie punkty porządku obrad, znaleźliśmy punkty, w których możemy przewidzieć wspólne stanowiska ”, a co najważniejsze, „zgodziliśmy się kontynuować proces negocjacyjny: następny spotkanie odbędzie się w najbliższych dniach na granicy polsko-białoruskiej."  Za dwa, trzy dni będzie druga tura, potem wszystkie uwagi merytoryczne, a my boimy się odstraszyć jakieś wyniki, które jeszcze nie zostały ugruntowane w stolicach i przełożone na praktykę. Generalnie jesteśmy zadowoleni [z przebiegu negocjacji], ale ta satysfakcja jest pośrednia ” – powiedział Leonid Słucki. W podobnym tonie o rozmowach wypowiadała się również strona ukraińska. W szczególności doradca prezydenta Michaił Podolak, który napisał na swoim Twitterze, że „negocjacje są trudne. To prawda, już bez obowiązkowych ultimatum.

Tego samego dnia w miejscach oddalonych od strefy konfliktu odbywały się również spotkania poświęcone sytuacji wokół Ukrainy. Apoteozą działalności międzynarodowej była nadzwyczajna sesja Zgromadzenia Ogólnego .

W świetle krytycznego stosunku większości państw do rosyjskiej operacji na Ukrainie przedstawiciel Federacji Rosyjskiej przy ONZ Wasilij Nebenza musiał, jak można było przewidzieć, ponownie przekonać społeczność światową, że plany Moskwy nie obejmują okupacji Ukrainy, tylko jej demilitaryzację. A także w tym, że rosyjska operacja specjalna prowadzona jest w oparciu o prawo do samoobrony przeciwko państwu, które stara się pozyskać broń jądrową."

Czy tak zachowuje się okrutny i mściwy agresor? Nie wiem, pytam?

Przypuszczalnie, red. MM wnioskuje też że mieszkańscy Donbasu to banda kłamców. Z kolei ukraincy to grupa nowoeuropejskich obywateli pełnych cnót. Tymczaem, od roku 2014, siły zbrojne Ukrainy nie przestawały nękania Rosjan zamieszkujących tamten teren. To w sumie około 6 tysięcy cywilnych ofiar. Jak donosi rosyjska prasa, których człowiek nie doświadczy w TVP czy TVN-ie wynika że: (...) w wyniku nalotu artyleryjskiego 25 i 26 lutego zginęło kilka osób, a stolica Donbasu odparła cios zadany przez pociski taktyczne.Rozpoczęta na Ukrainie operacja specjalna Sił Zbrojnych Rosji nie powstrzymała agresji ukraińskich sił bezpieczeństwa. Seria ataków na miasta Donbasu – Gorłowkę i Donieck – rozpoczęła się 25 lutego i była kontynuowana w nocy 26 lutego. W rezultacie zginęło kilka osób, w tym dwóch nauczycieli. Ciała kobiet przeniesiono obok wystawy dziecięcych rysunków z naiwnymi wołaniami „Nie dla wojny!” Wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe Grad, przeznaczone do strzelania do „skwerów”, czyli na terenach otwartych, wykorzystywane są przez ukraińskie siły bezpieczeństwa w barbarzyński sposób, strzelając do osiedli mieszkaniowych. Artyleria ukraińska działała w tym czasie nie tylko na przedmieściach. Problemy przeżywały także dzielnice bliżej centrum miasta. Tam też są martwi ludzie. Ogień oddany bez określenia celów nazywany jest w artylerii „nękaniem”. Ten rodzaj ognia jest zwykle używany, gdy chcą stłumić wolę wroga. Wrogiem Sił Zbrojnych Ukrainy od ośmiu lat są cywile w blokach miejskich Doniecka. Republiki Donbasu nadal są atakowane. Miejscowi wciąż mają nadzieję, że skończy się dla nich osiem lat koszmaru. Wiele osób, z którymi rozmawiano na ulicach, uważa, że stanie się to wkrótce, kiedy ukraińscy artylerzyści zostaną wyrzuceni z Doniecka.”

I dalej "dowody ludobójstwa były składane regularnie przez osiem lat we wszystkich instytucjach praw człowieka wolnego i cywilizowanego świata. I były konsekwentnie ignorowane. Prawda o ludobójstwie Rosjan na Ukrainie prawie nie jest dla nikogo korzystna i nie jest potrzebna. Ani odpowiedzialne za to władze Ukrainy, ani Europy , ani Ameryki . A nawet niektórych Rosjan, którzy się wstydzą. Ta prawda, w przeciwieństwie do dozwolonej walki pod hasłem BLM czy o tęczowe flagi całego świata, jest zbyt niebezpieczna dla mieszczańskiego komfortu (...). Ta prawda rozrywa kartonowe tło, na którym kryją się prawdziwe zbrodnie ukraińskiego reżimu po Majdanie. (...) Codzienna egzekucja tych, którzy nie zgodzili się na ukrainizację, odbywała się w Donbasie przez osiem lat, ale tortury te nie były integralną częścią rzeczywistości całego społeczeństwa rosyjskiego. A tym bardziej - ukraińskiego. Organizacje europejskie mogłyby oficjalnie umieszczać informacje o przestępstwach w sprawozdaniach komisji i żądać od Ukrainy wypełnienia zobowiązań w zakresie ochrony praw człowieka. Jednak, jak wiemy, nie podjęto żadnych prób wpływania na Ukrainę. Tak, a dostarczone dokumenty będą dowodem na to, że Europa wiedziała wszystko. Cynizm wobec zbrodni wojennych i zbrodni ludobójstwa w Donbasie polega również na tym, że Europejski Trybunał w sprawie praw człowieka nie przyjął żadnych wniosków od obywateli ŁRL i DRL, uważając, że możliwości narodowego wymiaru sprawiedliwości nie zostały wyczerpane. W praktyce oznacza to co następuje: ofiary tortur, morderstw, ostrzału muszą poskarżyć się stronie, która je przeprowadza. Obywatele ŁRL i DRL uważani są po drugiej stronie za separatystów, wobec których można zastosować wszelkie metody. Błędne koło. Chociaż w ETPC istnieje praktyka przyjmowania wniosków bezpośrednio od obywateli krajów, w których są one zagrożone, to zdarzały się takie precedensy. Ale znowu nie dotyczy to mieszkańców DRL i ŁRL. Nie tacy ludzie. Obecnie przygotowywane są prawnie sformalizowane wnioski do wniesienia do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Międzynarodowego Trybunału Karnego dotyczące konkretnych epizodów ludobójstwa. Seria raportów na temat ludobójstwa w Donbasie zostanie opublikowana i zaprezentowana na kolejnym posiedzzeniu OBWE w Wiedniu , które, miejmy nadzieję, odbędzie się w dniach 14-15 września.  W ciągu tych ośmiu lat ludobójstwa momentem całkowicie demoralizującym i prowokacyjnym było przekonanie sprawców, że nic im się nie stanie. (...)  A oto wczorajsza wiadomość z Ukrainy: „byli wojskowi, którzy wyrazili chęć obrony kraju, są zwalniani z miejsc pozbawienia wolności i aresztów śledczych”. Wśród nich są sprawcy ludobójstwa. W szczególności Rusłan Oniszczenko, były dowódca batalionu Tornado, który napisał zgłoszenie o udział w działaniach wojennych przeciwko armii rosyjskiej. Informacje o jego zbrodniach są szeroko prezentowane. To jego batalion kpił z więźniów, zmuszając ich do wzajemnego gwałtu. (...) Zełenski wytacza pozew w Hadze przeciwko Rosji i nazywa to, co się dzieje, ludobójstwem. Wojna o prawdę właśnie się rozpoczęła. Stawką jest wiele, w tym reputacja zbiorowej europejsko-amerykańskiej międzynarodowej biurokracji, która przez wiele lat ukrywała zbrodnie ludobójstwa na Ukrainie. Ukaranie sprawców ludobójstwa w Donbasie, Odessie i wszędzie tam, gdzie rosyjscy i rosyjskojęzyczni obywatele Ukrainy byli prześladowani za ich język, przekonania i poglądy, to zadanie, bez którego nie da się rozwiązać żadnego innego. Kluczowa kwestia wzajemnych relacji." (*)

No, ale prasa rosyjska pewnie kłamie. W odróżnieniu od prasy amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej. Przecież, dopiero co, skończyliśmy z "najgoźniejszą w historii świata pandemią" o której donosiła 24 godziny na dobę.

Uczciwie i z katolickiego punktu widzenia możemy swobodnie dojść do wniosku, że gdyby rosyjscy przywódcy działali w stosunku do próśb donbaskich w inny sposób, niż to zrobili, byłoby to z ich strony zaniedbaniem obowiązku. Postawmy się na ich miejscu.

Oczywiście zdecydowana większość „ekspertów” od polityki zagranicznej nie zgodziłaby się z poglądem, że Rosja nie jest niebezpieczna. Przekonując, podobnie do kol. Matuszewskiego,  że tylko naiwny głupiec mógłby nie dostrzec w rosyjskich działaniach (przynajmniej ostatniej dekady) cokolwiek innego poza złowrogimi motywami. Ta niechęć do Rosji może być jedyną kwestią polityczną, w której istnieje tak szeroki konsensus opinii liberalnych i konserwatywnych. Oczywiście motywy, które wywołują ten szeroki konsensus, różnią się wśród naszych elit politycznych: wielu liberałów szuka zemsty np. z powodu zarzutów o dyskryminację środowisk LGBT,  wielu konserwatystów zaś tęskni za starymi dobrymi czasami zimnej wojny, z łatwością wyobrażając sobie złowrogą i odradzającą się Rosję; wielu innych, co zrozumiałe, jest zaniepokojonych działaniami militarnymi, jakie Rosja podjęła w ciągu ostatnich kilku lat. Zwłaszcza bierzących.

Dla większości Putin postawił Rosję na kursie kolizyjnym z „wolnym światem” i tylko odwaga, wytrwałość i wydawanie bilionów dolarów na propagandę i sprzęt wojskowy może przeciwstawić się jego hegemonicznym planom w Europie Wschodniej i poza nią. Ich pogląd, jak wszyscy wielokrotnie słyszeliśmy od 1945 roku, jest taki, że Rosja rozumie tylko twardość. Ilekroć Zachód traci czujność, ten wulgarny kolos nad Wołgą, zagraża sąsiadom.

Sporo przykładów,  przemawia na korzyść tych, którzy nie ufają rosyjskim intencjom. Sugerowanie, że Rosja jest świętą, byłoby równie absurdalne, jak twierdzenie, że jest ona demoniczna. Rusofobowie przedstawią prawdopodobną listę skarg na Putina – którego niestrudzenie nazywają „bandytą”, tak jakby dyplomacja była niczym więcej niż wyzwiskami na placu zabaw. Lista ta obejmuje między innymi brutalne represje wobec czeczeńskich „terrorystów”, możliwe zabójstwa przeciwników politycznych, aneksję Krymu z naruszeniem porozumienia z 1994 r. o ochronie integralności terytorialnej Ukrainy czy domniemany wpływ na amerykańskie wybory prezydenckie w 2016 roku.

Ale to nie wszystko. Przywódcy Rosji mają wady, są skłonni do przemocy i żądni władzy – ale to nie różni ich zbytnio od przywódców każdego innego państwa. Można powiedzieć że jedyną różnicą są tutaj możliwości militarne. Oczywiście Rosyjska kontr-lista skarg na Zachód jest dość długa: pozorne okrążanie Rosji w ramach poszerzania NATO, utworzenie Kosowa w ramach naruszenia powojennego porozumienia o nienaruszlności i zmiany granic, jednostronne unieważnienie przez Stany Zjednoczone traktatu ABM (Anti-Ballistic Missile) z 1972 r., instalacja systemów obrony przeciwrakietowej w krajach byłego Układu Warszawskiego, brutalne bombardowanie Libii… żeby wymienić tylko kilka.

Dla przeciętnego Rosjanina, Putin był zawsze i w swej polityce niezwykle przychylny Zachodowi, zapewniając mu szeroki i bezprecedensowy dostęp do rosyjskich baz i pozwolenie na amerykańskie przeloty nad rosyjskim terytorium  podczas ataku na Afganistan, nie wetując rezolucji ONZ w sprawie inwazji na Irak lub bombardowania Libii oraz zapewniając silne wsparcie dyplomatyczne w powstrzymywaniu irańskiego programu jądrowego.

Czy istnieją jeszcze jakiekolwiek realne szanse na poprawę stosunków polsko-rosyjskich? Nie wiem. Myślę jednak że owocne i otwarte stosunki z Rosją byłyby tak korzystne dla nas i całego bloku Zachodniego,  że warte są ogromnego wysiłku i straszliwego ryzyka porażki. Muszę jednak powtórzyć, odnosząc się do sytuacji na Ukrainie, że Polska powinna przede wszystkim obserwować i przewidywać potencjalne scenariusze. Również ten w ramach którego dojdzie do rozpadu Ukrainy na mniejsze podmioty. Być gotową na wszystko, bez prowokacji z naszej strony. Powinniśmy liczyć się ze wszystkim. A czy Ukraina jest nam potrzena jako strefa buforowa? Czy już teraz nie graniczymy z Rosją? Przyjazną jej Białorusią? Czy bardziej bezpieczna Ukraina oznacza bardziej bezpieczną Europę? Czy współpraca między Ukrainą i NATO może przynieść pozytywne skutki dla struktur bezpieczeństwa Polski? Jeśli naszym celem będzie odbudowa silnej, nie tylko militarnie, Polski, jeśli stosunki Zachodu, w tym i za pomocą Polski z Rosją ulegną zmianie – nie! Czy jest to możliwe za rządów Władymira Putina, jak wskazałem powyżej – tak.

Nikołaj Bierdiajew pisał w 1918 roku że w wielkim świecie słowiańskim jest miejsce zarówno dla żywiołu rosyjskiego, jak i żywiołu polskiego. Że naród rosyjski powinien odkupić swoją historyczną winę wobec narodu polskiego, zrozumieć inność Polski i nie traktować różnicy duchowej obydwu narodów jako zło. Polacy zaś powinni starać się zrozumieć duszę Rosji, uwolnić się od fałszywej pogardy wobec odmiennego typu duchowego. Te różne dusze narodowe potrafią się nie tylko zrozumieć i pokochać, a także uświadomić swoją przynależność do jednej duchowej wspólnoty oraz odkryć swoje słowiańskie posłannictwo w świecie.

Myślę że Rosja, będąca pełnoprawnym partnerem w zapewnianiu bezpieczeństwa Europy, zapoczątkowałaby nową erę prawdziwego pokoju i dobrobytu, z korzyścią dla całego świata.

 

(*)

https://ria.ru/20220228/genotsid-1775431977.html?fbclid=IwAR2g3w40ttlO9PaWW3ucsGWiIxclBPg2c74DLTPf9KeOsjNtZRn1LZyjybc

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie porywać się z motyką na słońce!

      Rzadko kiedy moje zdanie odbiega od zdania profesora Bartyzela. A jednak... Na wirtualnych łamach naszego portalu znalazła się fejsbukowa notka pana Profesora pt. Zmarnowana szansa Wielkiej Polski . W sensie ogólnym ciężko nie przyznać Profesorowi racji. Dla przykładu, faktycznie „ największym błędem Jagiellonów (jako władców Litwy) było niedokończenie Gedyminowego "zbierania ziem ruskich" (i przy okazji rutenizacji samego państwa litewskiego), co w przyszłości mogłoby faktycznie i trwale stać się Rzeczpospolitą Trojga Narodów, i przyzwolenie na to, aby już w XV wieku tym zbieraniem zajęła się zbarbaryzowana i moralnie znieprawiona niewolą tatarską Moskwa. Pokazuje to stałe przesuwanie się granicy litewsko-moskiewskiej na zachód. Potem mimo świetnych zwycięstw, jak pod Orszą, było już za późno, a wojny Batorego i zwycięstwa Żółkiewskiego były tylko przejściowym odepchnięciem moskiewskiej barbarii. Tę walkę przegraliśmy w drugiej połowie XVII wieku, a najgorszą rzecz...

Dlaczego Sarmacja?

    Jednym z ciekawszych wątków dyskusji historyczno-ideowej, toczonej ostatnio w obrębie polskiej prawicy, stał się (ponownie) spór pomiędzy zwolennikami dwóch koncepcji, sięgających korzeni polskiej państwowości: tzw. polski piastowskiej i jagiellońskiej. Zamiarem piszącego te słowa jest wykazanie, że obydwa założenia są błędne, a dla państwowości i tradycji naszej – wręcz zabójcze.    Zacząć należy od stwierdzenia, że przywołane przed chwilą koncepty pozostają obce prawidłowo rozumianej polskiej idei państwowej i – co najistotniejsze – nie są zgodne z jej historią. Jak swego czasu trafnie zauważył profesor Jacek Bartyzel: ziemie ruskie były już przedmiotem zainteresowania Piasta Kazimierza Sprawiedliwego, a w praktykę wcielił je Piast Kazimierz Wielki, natomiast Jagiellon Zygmunt Kazimierzowic, zwany później Starym, panował w Głogowie. Historia narodu (nie rozumianego etnicznie, lecz ujmowanego jako „esencja moralna”) i państwowości, która go ko...