„Od kiedy Żydzi
wymyślili oskarżenie o „antysemityzm” w roku 1880 (słowo ‚antysemityzm’ po
raz pierwszy wydrukowano w 1880. The Jewish Encyclopedia, t. I (1901), s. 641),
zostało ono zbudowane żydowskimi pieniędzmi, organizacjami, propagandą i kłamstwami
(takimi jak holokaust-holooszustwo), że teraz słowo to jest jadem żmii, który
paraliżuje system nerwowy człowieka. Nawet unika się słowa ‚Żyd’, chyba że
używane jest w najbardziej korzystnym i pozytywnym kontekście”. (Charles
A Weisman, Kto jest Ezaw - Edom? [Who is Esau -Edom?], s. 63).
Polityka historyczna państwa Izrael, jak również rozbudowa i użytek międzynarodowej
siatki prożydowskich środowisk, amerykańskiej głównie, to istne arcydzieło.
Tylko pozazdościć cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do określonego celu.
Celu, jakim jest kompletne zaczarowanie historii. Różdzka antysemityzmu okazuje
się być tutaj złotym środkiem.
Dla przykładu, katolicki biskup Northampton Peter Doyle ogłosił
początkiem sierpnia że sprawa kanonizacji pisarza GK Chestertona nie zostanie
otwarta. Swoją decyzję podjął z powodu braku lokalnego kultu (sic!), braku
jakiegokolwiek „wzorca osobistej duchowości” w życiu autora i „kwestii
antysemityzmu” w szczególności. No właśnie!
Ksiądz Benedykt Kiely, który uważa, że wstawiennictwo Chestertona
osobiście pomogło jego matce, wyraził żal z powodu tej decyzji. W udzielonym
przez niego wywiadzie ksiądz wspominał że „Pisząc do Evelyn Waugh, Hilaire
Belloc opisał angielską hierarchię katolicką w latach 30. XX wieku jako „opatuloną
mgłą przeciętności”. Decyzja obecnego biskupa Northampton wskazuje na to, że
owa mgła jeszcze nie opadła. Być może jeszcze nic straconego, jednak biorąc pod
uwagę obecny klimat polityczno-ideowy szanse pana Gilberta są raczej, mówiąc
kolokwialnie, cienkie.
Oto jeden z wielu przykładów który ilustruje moc wpływu środowisk
żydowskich na kształt umierającej cywilizacji Zachodu. Nawet wewnątrz Kościoła.
Jego celem jest ukształtowanie każdego aspektu życia wspólnotowego człowieka
okcydentu, rewizji historii, zaś okresu IIWŚ w szczególności. Antysemityzm zaś wydaje
się być wytrychem otwierającym każdą bramę stawiającą opór ów ideologii. Nawet
czerwonemu Corbynowi (liderowi brytyjskiej Partii Pracy) się dostało.
Choć w nieco odmiennej szacie, mieliśmy w mijającym roku pokaz owej broni
rażącej także nad Wisłą. Profesor Bartyzel stał się celem ataku jej
administratorów. Administratorów tego politycznego myślenia rewolucyjnego. Również,
jak donosi między innymi redakcja Kresy.pl, zasłużony dziennikarz polonijny z
Kanady (niejednokrotnie publikowany na naszych wirtualnych łamach), p. Andrzej Kumor, został pomówiony o
antysemityzm przez wpływową żydowską organizację B’nai Brith Canada, m.in. za
to, że mówiąc o terrorystycznej działalności organizacji syjonistycznych, użył
frazy „syjoniści mają terroryzm za uszami”. Żydowskie media i organizacje
włożyły mu w usta słowa, których nie powiedział. Z ich zawiadomienia polskiego
dziennikarza zaczęła nękać kanadyjska policja. Polska dyplomacja nie zrobiła
nic, by go bronić.
Polityczy ruch judaizmu wojującego to nic nowego. Zakorzeniony w buncie,
jako pierwszy ruch protestancki i ideowy fundament każdej późniejszej herezji,
niczym kameleon, cały czas przeobraża się. Moja osobista przygoda z nim rozpoczęła
się w ramach licealnej wycieczki do Sarah and Chaim Neuberger Holocaust
Education Centre w Toronto, anno domini 1991. Tam dowiedziałem się o „prawdzie” Powstania Warszawskiego,
wywołanym i dowodzonym przez lewacki ŻOB z marginalnym udziałem jakieś tam
gojowskiej Armii Krajowej. I nie chodziło bynajmniej o zawieruchę w gettcie.
Nie oszczędzono nawet Krzysztofa Kolumba, który ponoć musiał udawać katolika
przez całe swoje życie, tylko po to aby żeglować.
Tropiciele antysemitów sa ekspertami w swej dziedzinie. Musimy
zatem w swoim postępowaniu być ostrożnymi. Już od dawna nie było na mapie
politycznej świata tak wpływowego szkodnika jakim jest państwo Izrael.
Niektórzy potępiają stojących w opozycji wobec izraelskiej polityki względem
Polski (zwłaszcza widoczną wśród polityków Konfederacji), jakoby Izrael tak
naprawdę nie wywierał nadmiernego wpływu na naszą politykę zagraniczną.
Upatrując w niej szowinizm antyizraelski lub właśnie antysemityzm. Ale
najbardziej oczywistym dowodem na rzeczywistość tego wpływu jest to, że podczas
gdy nasz kraj jest coraz bardziej podzielony na różne frakcje polityczne, to jednak,
cztery partie polityczne głównego nurtu – poza Konfederacją i kilkoma
renegatami - pozostają tak niezłomne i jednoznaczne w poparciu dla Izraela i
jego polityki.

Komentarze
Prześlij komentarz